Czantoria 29-30.12.2012

Po wyjeździe przedświątecznym pozostał pewien niedosyt. Pogoda nauczyła nas pokory. Dlatego też wieść o kolejnym wypadzie była nieunikniona. Święta były spokojne i rodzinne, ale nie dla wszystkich. My z niepokojem obserwowaliśmy prognozy pogody i codziennie z nadzieją patrzyliśmy w niebo szukając chmur, które przyniosą nam śnieg. Dreptaliśmy i knuliśmy nowy plan. Zaczęło się w piątek po Świętach. Gorąca linia przeszła w tryb bardzo gorący. Najpierw ktoś rzucił hasło – Czarna Góra. Swego czasu na swoim FB zamieścili piękną fotę z wielkimi hałdami usypanego sztucznego śniegu. Napawało nas to optymizmem. Był jeden problem – odległość. Jechać 7-8h w jedną stronę na 2 dni? Bez sensu. Więcej czasu spędzimy w aucie niż na stoku. Druga opcja – nieszczęsna Czantoria. Na kamerach wyglądało to kiepsko. Brązowe przetarcia były dobrze widoczne. Co robić? Chęć wypadu była ogromna, ale rozsądek mówił co innego. Po kolejnych minutach na gorącej linii stwierdziliśmy, że ryzykujemy.
Wyjazd standardowo około 4 rano. Jazda tym razem spokojna. Bez nadprogramowych postojów ze misiami.
Około 9 byliśmy na miejscu. Rzut okiem na parking – sporo ludzi. Parkujemy i w chaosie przebieramy się w techniczne ciuchy. Pogoda przepiękna. Niebo błękitne, a słońce miło grzeje. Na stoku nie było już tak fajnie. Lodoszreń około godziny 12 dawał już nieźle w kość. Poza tym pierwszy raz od paru lat staliśmy w kolejce do wyciągu. Dawno tylu ludzi tam nie było. Zeszliśmy około 15. W międzyczasie zakupy i zameldowanie się w Sarence.
Po szybkim odpoczynku obraliśmy kierunek Duża Palenica. Ludzi mało. Stok z daleka wydaje się ok. Kamil zagaduje z jakimś narciarzem. Okazuje się, że chce sprzedać karnet. Zrezygnował po 1 zjeździe. Wysyłamy Marcina na zwiad żeby ocenił sytuację. Czekanie na dole wydawało się wiecznością. Ocena Marcina – lodowiec. Każdy z nas zjechał po razie i zrezygnowaliśmy. Ale nie mogliśmy zmarnować wieczoru. Ruszyliśmy w stronę Wisły. Na Nowej Osadzie tłumy. Stożka nie znaleźliśmy. Przez przypadek wbiliśmy się na jakiś dziwny stok w Wiśle, ale warun był także kiepski. Gdy tam dojechaliśmy Marcin zdał sobie sprawę, że pakując się pod Palenicą zostawił rękawiczki na dachu. Jedna jakimś cudem spadając zaczepiła się o auto i tak sobie wisiała. Drugiej nie było. Cała droga powrotna była wielkim poszukiwaniem. Z coraz mniejszą nadzieją, że ją znajdziemy dojeżdżaliśmy na Palenicę. Znalazła się! Obok niej przeszła jakaś para i nawet na nią nie spojrzeli. Marcin miał farta. Jakby obydwie spadły w tym miejscu to na pewno ktoś by sobie je przywłaszczył. Ja bym tak zrobił ;)
Wkurzeni wróciliśmy do Sarenki. Naładowaliśmy kamery, zgraliśmy filmy i poszliśmy spać. Następnego dnia chcieliśmy być pierwsi na górze.
Wczesna pobudka i realizacja akcji „Pierwsi tniemy sztruks”. Stok oblewało wschodzące słońce. Piękny widok. Jazda przyjemna przez 3h. Później coraz trudniej. Zaczął wiać halny i zwiewać resztki śniegu w stronę lasu odsłaniając połacia lodu. O 12 zwinęliśmy siebie , sprzęt i ruszyliśmy ku stolicy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s